Gdy zobaczyłem ją ,bezbronną , walczącą o życie . Uświadomiłem sobie jedno, to Ona jest dla mnie najważniejszą osobą , to jej głos chcę słyszeć codziennie,jej dotyk sprawia że moje ciało przeszywają tysiące, a może i nawet miliony dreszczy,i to jest bardzo przyjemne....I że to miałoby się teraz skończyć,jej na tym świecie miałoby już zabraknąć ?
Niepewnym krokiem ruszyłem w stronę leżącej Meg. Wygląda słodko gdy śpi , nawet zadrapania na twarzy nie powodują że staje się brzydsza... Dla mnie jest idealna....
Usiadłem na krześle zamieszczonym przy łóżku , złapałem jej dłoń i nie miałem pojęcia co dalej robić. Gdybym mógł cofnąć czas,ah... zamiast zastanawiać się jak pomóc Megan, ja myślę o jakiś nierealnych rzeczach. Żałuję , cholernie żałuję ,tego że jej to powiedziałem , że z tym nie zaczekałem ,to miało całkiem inaczej wyglądać, to miało mieć całkiem inne zakończenie... To że powiedziałem jej ''Nie chcę być już twoim przyjacielem'' miałem na myśli ''Nie chcę być już twoim przyjacielem ... ale kimś więcej'' Ale jak zwykle musiałem coś spieprzyć.
Tak bardzo ją kocham ... za każdym razem gdy spojrzę w jej oczy zakochuje się od nowa.
-Przepraszam Meg. To moja wina ...-mój szept wypełnił całe pomieszczenie... delikatnie podniosłem się z miejsca , przysunąłem swą twarz do jej i lekko musnąłem jej usta.Usiadłem z powrotem na krześle , które nie było za wygodne, ale lepsze to niż nic .Patrzyłem na nią,tak jakbym miał jej już nigdy nie zobaczyć ...ale przecież ona nie może umrzeć...Ja zrobię wszystko aby żyła, tylko co ja mogę zrobić? Nie mam pojęcia...
Wtem drzwi do sali się otworzyły a w progu ujrzałem zapłakaną twarz jej rodzicielki.Podeszła nic nie mówiąc , do mnie , i przytuliła a do ucha wyszeptała coś w stylu ''Dziękuję że przy niej jesteś''.
Źle się z tym czuję, to moja wina że teraz Meg się tu znajduje i...walczy o życie. A jej najbliższa osoba mi dziękuje ?!
-Mógłbyś zostawić mnie samą , proszę?-nie zastanawiając się dłóżej , ostatni raz spojrzałem na twarz osoby którą kocham i będę kochał nie zważając na to co może się stać za parę dni, może za parę godzin,parę minut, może i nawet sekund. Po prostu uczucia które teraz mi towarzyszą są nie do opisania .
Nie robiąc hałasu , otworzyłem delikatnie drzwi i wyszyłem z pomieszczenia .Od razu sięgnąłem do kieszeni po telefon...właśnie TELEFON.Aaa...no tak z niego już nic nie zostało.Miałem przy sobie parę groszy więc ruszyłem w stronę ''telefonu szpitalnego'' gdy już podnosiłem palec z zamiarem wpisania numeru, podbiegła do mnie mama Meg.Była zdenerwowana,przez co w głowie tworzyły mi się czarne scenariusze.
-Proszę możesz skorzystać z mojego telefonu , musisz mi pomóc -powiedziała lekko zakłopotana.
-Może Pani na mnie liczyć.
-Mógłbyś zostać z Meg.pytałam lekarzy, jej stan się polepszył, ja muszę poszukać Josha...
-Będę przy Meg obiecuję , a Josh jest u mojej siostry.Która godzina ?
-Jest 22.Mógłbyś podać mi adres siostry ?
-Oczywiście- podałem jej adres , przytuliłem smutną kobietę mówiąc że wszystko będzie dobrze, powiedziałem to ponieważ w to wierzyłem. Wierzyłem w to że Meg z tego wyjdzie , że wszystko będzie dobrze.Już miałem iść w stronę pomieszczenia , w którym znajduje się Meg kiedy przypomniałem sobie że moja Mama nic nie wie , pewnie się martwi.Zawróciłem podbiegłem do mamy Meg i poprosiłem o telefon. Ona mi go dała i nie czekając aż jej go zwrócę , wyszła ze szpitala. Nie ukrywam troszkę się bałem o nią ...w końcu dziś tyle się wydarzyło, to moim zdaniem nie jest dobry pomysł żeby jechała sama.
Zadzwoniłem do mamy wytłumaczyłem jej wszystko ze szczegółami...no może ominąłem to wydarzenie na placu zabaw.Ku moim zdziwieniu nie była zła, a raczej w jej głosie można było wyczuć współczucie.Gdy usłyszałem dźwięk zakończonego połączenia od razu ruszyłem w stronę sali.Po otwarciu drzwi ujrzałem lekarzy ,badających Meg.
-Czy coś się stało ?Coś z nią nie tak ?
-Wręcz przeciwnie , jej stan z minuty na minutę staje się lepszy...Niech Pan się tak nie denerwuje.-Uhh...kamień spadł mi z serca..Ummm..czy ja dobrze usłyszałem PAN!? Nawet mi to pasuje..heh.
-Rozumiem że Pan z nią zostaje , prawda ?-zapytała pielęgniarka ,podłączając kroplówkę.
-Jeśli mogę..
-Oczywiście , jej stan jest o wiele lepszy niż na początku.
Słowa wypowiedziane przez ta kobietę wywołały na mojej twarzy uśmiech.
-Gdyby coś się stało, lub pacjentka się obudziła proszę nacisnąć ten czerwony przycisk-wskazała palcem na duży, czerwony przycisk zamieszczony obok łóżka.
-Dobrze , rozumiem.-pokiwałem twierdząco głową.
Gdy w sali nie było już nikogo prócz mnie i Meg usiadłem na krześle i wpatrywałem się w dziewczynę.
Poczułem się senny , ale nie chciałem usnąć...chciałem aby pierwszym widokiem , kiedy się obudzi,był ja a nie ja śpiący i do tego chrapiący. xD
*************************
Ze snu obudził mnie dotyk dłoni na moim policzku,nie chciałem otworzyć oczu ,bałem się że gdy to zrobię ta przyjemność się skończy. Ugh..moje łóżko jest strasznie niewygodne jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć...zaraz z tego co pamiętam to...szpital, Megan, WŁAŚNIE MEGAN ! Otworzyłem oczy,zobaczyłem uśmiechniętą dziewczynę ,gładzącą teraz z kolei moje rozczochrane loczki.
-Jak się spało ?-zapytała .
-Wiesz , gdybyśmy byli w innym miejscu... takim jak...
-Takim jak...
-Ej ,czy ty możesz mi nie przerywać ...proszę...chyba już 1856656576727 raz mi przerwałaś xD
-Ależ Haroldziku , kończ co zacząłeś jeśli dla Ciebie będzie lepiej , to mogę się w ogóle nie odzywać.
-Dobra... twój stan zdrowia jest ważniejszy niż mój sen...-teraz przypomniałem sobie o co prosiła mnie pielęgniarka.Gdy nacisnąłem przycisk do sali wpadło chyba z 10 lekarzy i 4 pielęgniarek...
-Jak się czujesz ? Wszystko dobrze ?-zasypywali ją pytaniami.
-Czuję się dobrze...może nie najlepiej ale żyję.
-Zrobimy Ci badania, przeniesiemy Cię już na normalną salę,będziesz dzieliła ją z dziewczyną z twojego wieku.
-Dziękuję bardzo...naprawdę ...jestem wszystkim wdzięczna..
-Nam dziękujesz?. To Twój chłopak całą noc czuwał przy Tobie.. To jemu powinnaś dziękować.
-To nie jest mój chłopak.-gdy z jej ust to usłyszałem zrobiło mi się tak jakby..smutno? Tak zrobiło mi się bardzo smutno.
Z perspektywy Megan
-To nie jest mój chłopak-choć bardzo bym chciała...
Lekarze wyprosili Stylesa z sali , i zaczęły się badani. Uht.. niektóre były naprawdę bolesne... choć wiem że niektóry ludzie muszą znosić je codziennie .
20 minut później.
Wreszcie badania dobiegły końca, Harry wszedł do sali z butelką wody.Miałam taką malutką nadzieję że tak woda jest dl mnie, bo powoli umierałam...ale z pragnienia.
-Harry...powiedz że ta woda jest dla mnie....-popatrzyłam na niego z smutną miną.
-WIDZISZ !!!Jestem dobrym przyjacielem....-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Masz może telefon ?
-Tak mam...to znaczy... tak nie do końca
-HARRY masz ten telefon czy nie ?!
-Mam nie krzycz... co oni Ci do tej kroplówki dali.. -wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni spodni i podałem go leżącej dziewczynie.
-Ale...czy to nie telefon mojej mamy ?
-Tak...ten telefon jest Twojej mamy.
-Claudia wie ?
-O czym ?
-O tym że tu jestem.
-Nie...
-Zadzwonię do niej.
-Później do niej zadzwonisz , najpierw zadzwoń do mamy, nawet nie wiesz jak się martwiła.
-To dlaczego jej tutaj nie ma ?
-Jest z Joshem .-no tak ... Josh wczoraj go zostawiłam, jestem złą siostra i do tego wredną córką.
-Gdzie Josh ?
-Pewnie z Twoja mamą
-Aaa....Dziękuje Ci -powiedziałam patrząc w te jego zielone oczy.
-Za co ?
-Za wszystko...za to że jesteś.
-On tylko spuścił głowę w dół i się uśmiechnął.
Postanowiłam powiadomić mamę o moim stanie zdrowia , ale też miałam zamiar zdzwonić do Claudii .Bardzo się teraz oddaliłyśmy, i to prze zemnie.
-Coś się stało ?-zapytał .
-Nie nic...ja po prostu ...
-Co ty ?
-Teraz to ty mi przerywasz...
-Teraz to ja się przestane odzywać i ciekawe czy będzie lepiej :(
-Dobra już przestań-odwróciłam głowę i skupiłam wzrok na widok za oknem. Była nawet ładna pogoda, i pomyśleć że mogłabym teraz z Claudią szaleć na zakupach, a tym czasem ja tu sobie leże ,cieszę się że Harry przy mnie jest , no ale przecież on nie może tu siedzieć cały dzień.
-Harry , idź do domu...odpocznij.
-NIE!
-Ale...
-Nigdzie nie pójdę..chyba naprawdę coś Ci dosypali lub wlali do tej kroplówki bo gadasz głupoty.
-HAROLDZIE EDWARDZIE STYLES .MARSZ W TEJ CHWILI DO DOMU !!!
-Ale...
-Bez żadnych ale.! Już !
-Nie zostawię Cię tutaj.
-Przecież nikt mnie nie porwie.
-no nie bądź taka pewna...
-Czy ty coś sugerujesz??
-Ja nic...
-Nikt mnie nie porwie, nikt mnie nie zje, nikt mnie nie zabije... idź do domu !!!
-Przyjdę za 2 godziny , okej ?
-Okej będę czekać posłałam mu uśmiech, co zresztą odwzajemnił.
***********************************************************************************
Dedykacja dla Klaudii i Kasi <3
Przepraszam że taki nudny i okropny ale nie za dobrze się czuję ;(((
kto czyta , proszę o komentarz , będę wiedziała czy ktoś w ogóle to czyta.:D
Podoba wam się opowiadanie ? Mam coś zmienić ? Nad czym pracować ?
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 I love you <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
Jeszcze jedna sprawa :
Gdy moja przyjaciółka (Wiki) przeczytała IX rozdział , na drugi dzień w szkole gdy mnie zobaczyła wypowiedziała te słowa:
Matko Boska ! Meg umarła :((((
Co to było za przeżycie ,
Harry płakał całe życie ;(
Oczywiście Meg nie umarła...nie mogłabym jej zabić :(((
Kto uważa że Wiki powinna pisać wiersze ?

.jpg)
super!! napisz kolejne tylko dłuższe jak byś mogła. I dzięki za dedyk :)
OdpowiedzUsuńrozdział jak zawsze świetny,cudowny,zajebisty :D kocie wracaj szybko do zdrówka! :* aa i to szybciuteńko bo dzis musiałam sama siedzieć :(
OdpowiedzUsuńTo ty nie siedziałaś z WIKI ?? O_o
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietnieeeee piszesz!!! :D heh dodałaś nawet moją ''poezję'' :D :***
OdpowiedzUsuńNo :D
UsuńPowinnaś pisać wiersze :))
Ehhh, no nie wiem co powiedzieć. Kocham to po prostu *.*
OdpowiedzUsuńU mnie na blogu http://beautiful-magic-and-scared.blogspot.com/ pojawił się 5 rozdział było by mi bardzo miło gdybyś weszła + bardzo licze na komentarz <3