niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział XX

  No nie ukrywam, byłam ciekawa co to za zespół. Gdy usłyszałam dzwonek oznajmujący zakończenie lekcji od razu zaczęłam pakować książki do torby, po czym już miałam zamiar wychodzić ale przerwał mi głos pani Smith.
-A ty gdzie się wybierasz?-powiedziała poprawiając okulary.
-No do domu...przecież mieli przyjechać na ostatniej lekcji, a ostatnia się właśnie skończyła.-powiedziałam.
-Oj nie kochana.... kara to kara, będziesz musiała posprzątać całą salę numer. 234
-Ale..ona jest wielka...- powiedziałam z nadzieją że wredna kobieta zmieni zdanie.
-Poradzisz sobie...
-A mogłabym wiedzieć kiedy te gwiazdeczki przyjadą?-zapytałam poprawiając włosy opadające na czoło.
-Jak ty ich nazwałaś?! Chcesz może abym przedłużyła Ci karę ?! -miałam ochotę wyjść  stamtąd, ale pogorszyłabym tylko sytuację.-Wyjdź, i zabieraj się do pracy. Potrzebne rzeczy znajdziesz w schowku.
Nic nie odpowiedziałam tylko skinęłam głową i wyszłam. Matko co za wredna zołza. Jak można tak traktować ludzi ?
Odnalazłam salę w której miałam posprzątać i gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia miałam już wszystkiego dość.Rzeczy porozwalane były po całym pomieszczeniu, nie wiedziałam od czego mam zacząć. Postanowiłam przynieść potrzebne rzeczy ze schowka i zabrać się za sprzątanie.
 
 ***


Nawet szybko się z tym uporałam, odniosłam rzeczy do schowka i wyszłam z budynku. Wiatr rozwiewał moje włosy, dawało mi to poczucie wolności. Tęsknie za domem, tęsknie za mamą, Joshem...za tatą, jestem  sama. Tylko Jake przy mnie jest.
Moje rozmyślenia przerwał telefon, nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
-Hej kochanie-usłyszałam głos chłopaka.
-Hej
-zabieram Cię dziś na spacer.
-nie dziś...
-Ale dlaczego?
-Proszę nie męcz mnie tymi pytaniami.. nie mam siły na nic.
-Dobrze.. rozumiem- dało się wyczuć w jego głosie smutek.
-Pa-nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony rozłączyłam się.

Plan na dziś?
Odizolować się od świata, to akurat będzie bardzo proste. Zaszyć się w swoim pokoju i wylewać litry łez.
Czy chłopak w loczkach nigdy nie da mi spokoju? Czy ja nadal muszę o nim pamiętać? Czy nadal muszę go kochać?

Następny dzień

   Obudziły nie promienie wpadające przez okno do mojego pokoju. Nie miałam zamiaru iść dzisiaj do szkoły, powody?
Nie chcę spędzać czasu z tymi gwiazdeczkami... choć nawet nie wiem co to za zespół, od początku byłam źle nastawiona. Sława i pieniądze mogą zmienić człowieka na gorsze.

 


Zeszłam na dół, i natknęłam się na mojego tatę.
-cześć-mruknęłam i usiadłam przy wyspie. -Ty nie w pracy? wow...
-Hej słońce, a ty nie w szkole?-spytał nalewając soku do szklanki po czym stawiając go przede mną.
-Nie, źle się czuję...- kłamanie nie szło mi najlepiej ale w to chyba uwierzył.
-No dobrze...a właśnie zapomniałbym-złapał się za głowę.
-No co?- powiedziałam i upiłam łyk soku pomarańczowego.
-Zostałem menagerem i...
-I..?
-I mam dziś spotkanie z zespołem...I mam dla Ciebie niespodziankę.
-Tato? Mam się bać?
-Nie...raczej nie..
-Uhhh...
-Choć...
-Tato?!
-Pamiętasz Harrego?
-No tak pamiętam, ale co on ma do tego?-ponownie zanurzyłam usta w pomarańczowej cieczy... MATKO ŚWIĘTA!!!! Harry, zespół. mój ojciec menager !!! kurwa...-Czy ty właśnie chcesz powiedzieć.. że..że.. ty...One Direction...wy...Ja...mam ich spotkać?-jąkałam się.
-Będą tutaj mieszkać-odpowiedział z uśmiechem na twarzy. I że co niby myślał ? że będę skakać ze szczęścia?!
-Kiedy przyjadą?- postanowiłam opanować swoje emocje, by później rozładować je w swoim pokoju.
-Wieczorem, nie czekaj nawet...
-Nie miałam takiego zamiaru, uwierz...-powiedziałam wstając i zabierając się za robienie kanapek.
-Ja muszę wyjść, nie pytaj kiedy przyjadę bo sam nie wiem. Pa córeczko- po tych słowach zniknął za drzwiami. Miałam ochotę ponownie znaleźć się w moim cieplutkim łóżku, więc szybko zjadłam kanapki i ruszyłam do pokoju. Co ja mu powiem gdy go zobaczę? Hej Harry, tak bardzo tęskniłam, kocham Cię...
I choć bardzo tęskniłam i bardzo go kocham nie chcę go widzieć. On mnie chyba też, więc to nie jest dobry pomyśl abyśmy zamieszkali w jednym domu. To wszystko toczy się zbyt szybko...


***
Hej kochani ;)
Co u was? ;***
Przepraszam że krótki i nudny... ale nie mam pomysłu. :(
Proszę komentujcie ;)
Im więcej komentarzy tym dłuższy rozdział :P

KOCHAM WAS <3



środa, 17 kwietnia 2013

HEJKA

Co tam u was ?
Chciałam was bardzo przeprosić że tak długo nie dodaje, ale na prawdę, ciężko jest :(
Szkoła ;(

PYTAJCIE ;**

Mam do was prośbę, a mianowicie proszę te osoby które czytają opowiadanie o komentarz pod tym postem. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ muszę wiedzieć ile osób czyta. Czy jest sens pisać dalej ? 

Jeśli robię coś źle, lub macie jakieś uwagi co do bloga proszę piszcie w komentarzach.

Kocham was <3
 
  

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział XIX

       Obudził mnie dzwonek do drzwi, niechętnie wstałam z łóżka i podreptałam otworzyć drzwi.
-To ty jeszcze nie  gotowa?!- zapytał Jake.
-Em...a po co niby miałabym być gotowa?-zapytałam, przecierając ręką zaspane oczy.
-Matko...Megan, nie mów mi że zapomniałaś...-powiedział zrezygnowany.-dziś, pierwszy dzień w nowej szkole, mówi Ci to coś?
-Jejku...nie zdążę!!!-krzyknęłam i od razu pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż i zbiegłam na dół do kuchni, Jake pakował mi do torby drugie śniadanie, więc mogłam już  ubierać buty.
-Która godzina?-zapytałam chłopaka.
- prawie dziewiąta, więc szybko ubieraj się.-wziął moją torbę, no nie pogniewała bym się gdyby niósł ją przez całą drogę.Wyszedł na zewnątrz i jak widać czekał na mnie. Wzięłam klucze  zamknęłam drzwi i ruszyliśmy w stronę szkoły. Nawet nie rozmawialiśmy tylko przyspieszyliśmy kroku i modliliśmy się w duchu aby się nie spóźnić bo z tego co mi opowiadał Pani Smith potrafi być bardzo wredna. Wolałam uniknąć rozmowy z nią na temat mojego zachowania. Przekroczyliśmy próg szkoły akurat w tedy kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję.Brunet zaprowadził mnie pod odpowiednią salę i usiadł ze mną w ławce gdyż nigdzie nie było wolnego miejsca.

pięć godzin później

Po lekcjach ruszyliśmy prosto do domu. Gdy znaleźliśmy się pod moim domem zaproponowałam mu aby wszedł do środka. Resztę dni spędziliśmy razem, dobrze mi się z nim rozmawia, jest taki inny...
Gdy z nim przebywam na mojej twarzy często pojawia się uśmiech, gdyby nie on to już by mnie chyba na tym świecie nie było.


Trzy miesiące później

Obudził nie dotyk ust Jake'a na mich. 
-Hej kochanie, wstawaj bo się spóźnimy.-powiedział ściągając ze mnie kołdrę.
-Niee...nie mam zamiaru iść dzisiaj do tego nawiedzonego budynku!-powiedziałam chowając twarz w poduszce- A tak w ogóle  to jak ty wszedłeś-popatrzyłam na niego pytającym spojrzeniem.
-Twój tata zostawił otwarte drzwi.- powiedział podchodząc do mojej szafki, wyciągając z niej jakieś ubrania które miałam na siebie włożyć.
Zostawiłam chłopaka w pokoju, a sama poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam aby zimne krople wody spływały po moim ciele. Kiedyś lubiłam brać gorące prysznice...ale teraz wszystko się zmieniło. Moje serce nadal należy do Harry'ego choć on je odrzucił. Przez te trzy miesiące w ogóle nie dawał o sobie znaku życia. Ale ja wiedziałam o nim wszytko.Wiedziałam o zespole One Direction. Byłam z niego dumna.
 Jestem nieuczciwa w stosunku do Jake'a, czuję się z tym podle...czuję że go wykorzystuje. Myślałam że związek z niebieskookim pomoże mi zapomnieć o loczku, ale jest wręcz przeciwnie. Jake'a traktuję jako brata i nic więcej, ale wiem że mnie kocha. Uległam...uległam jego błaganiom i jestem z nim. Ale czy to ma sens? Czy nasz związek ma sens? Owsem przy nim dużo się uśmiecham...ale dla mnie zawsze pozostanie przyjacielem. Wolę na razie nic nie mieszać...lepiej żeby było ta jak jest niż żebym go straciła.
Wysuszyłam mokre ciało ręcznikiem, ubrałam się, wyprostowałam włosy i wyszłam z łazienki.
-Ubieraj buty  i chodź bo się spóźnimy. -pogonił mnie chłopak.
Ubrałam buty wzięłam torbę , zamknęłam drzwi, chłopak złapał mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę szkoły. 




No pięknie...byliśmy spóźnieni już 10 minut. Gdy znaleźliśmy się przed drzwiami do klasy nie ukrywam bałam się ponieważ mieliśmy lekcję z panią Smith.
-Ty pukasz.-rzuciłam w stronę chłopaka.
-A czemu ja?-zapytał.
-Bo jesteś moich chłopakiem...
-Eh...Megan, -otworzył drzwi, i gdy weszliśmy wgłąb sali wszystkie oczu skupione były na naszej dwójce.
-Megan i Jake. Na miejsca i to już!-rozkazał nam głośny i groźny głos pani Smith.
-My tylko..-próbował ratować.
-To moja wina..-powiedziałam.
-Obydwoje się spóźniliście więc obydwoje poniesiecie karę. dziś na ostatniej lekcji będziemy gościć w naszej szkole zespół, będzie miał on za zadanie opowiedzieć wam o swojej rozpoczynającej się karierze.-tu zwróciła się do wszystkich.W klasie zapanował harmider a wszyscy zaczęli coś szeptać do siebie.
-Co to za zespół?-zapytała dziewczyna siedząca w ostatniej ławce, trochę się zdziwiłam,była nieśmiała, nie odzywała się na lekcjach, a tu nagle ona wydobyła z siebie głos...
-A to jest niespodzianka-uśmiechnęła się -Za to wy będziecie musieli oprowadzić ich po szkole-posłała nam groźne spojrzenie- bo kto wie, może postanowią uczęszczać  do naszej szkoły? Z tego co wiem jeszcze jej nie ukończyli.
-Taa...jeszcze gwiazdeczek nam tu brakuje-powiedziałam sama do siebie.



***

Hejka ;P
Co tam u was?
Proszę was komentujcie,długość rozdziału będzie zależała od ilości komentarzy :***
Dedykacja dla Moniki <3
Kocham was <3
Gosia :*

                             

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział XVIII

              Ze snu obudził mnie dźwięk, dochodzący z szafki nocnej. Tak to mój telefon dał o sobie znać.
Nie otwierając oczu wyciągnęłam rękę aby odebrać telefon. gdy już znalazł się w moich dłoniach odebrałam i nadal leżąc w cieplutkim łóżku, przystawiłam telefon do ucha.
-Tak?- zapytałam z lekką chrypą w głosie.
-Musisz mi pomóc...-usłyszałam szloch Claudii.
Od razu gdy usłyszałam jej głos otworzyłam oczy i momentalnie je zamknęłam gdyż słonce o tej porze dało o sobie znać i wpadało przez okno mojego pokoju.
-Ale o co chodzi? Czemu płaczesz?-zapytałam przerażona.
-Piorek...-tu głos jej się załamał.
-Claudia? Wszystko dobrze?-zapytałam zmartwiona.
-Nic nie jest dobrze...rozumiesz? On mnie nie kochał...zbawił się mną rozumiesz to ?!-o tych słowach wybuchła płaczem, przez co odsunęłam telefon o pre centymetrów odo ucha.
-Rozumiem to...i nawet nie wiesz jak dobrze.-tak, rozumiałam to, rozumiałam co czuje...
-proszę przyjdź do mnie, potrzebuję Cię...-powiedziała błagalnym tonem.
-Ale...Claudia, bo ja Ci o czymś nie powiedziałam.
-o co chodzi?
-Ja się wyprowadzam, chcę zacząć od nowa...-powiedziałam, a łzy wydobywające się z moich oczu płynęły po już czerwonych policzkach robiąc na nich mokre linie.
-Czy ty chcesz właśnie powiedzieć że mnie zostawisz? masz mnie i moje problemy gdzieś?!
-Nie...ja też tego nie chce uwierz...ja nie chce was zostawiać.
-A, was? czyli tu o Viki chodzi, prawda? ja wiedziałam że wolisz ją, ja ci się już znudziłam?!
Wiesz to ty jesteś kurwa nudna...ja nie wiem jak j mogłam się z Tobą przyjaźnić !!!!
-tak?? czyli to ja olałam przyjaciółkę dla jakiegoś tam Piotrka?!
-A co do Piotrka to już z nim skończone !!! A jak sobie przypominam to ty mnie zostawiłaś dla tego Harry'ego i Viki. Wiec ty tu jesteś wszystkiemu winna.!!!
-dobra skończ...i co ja mam Ci niby powiedzieć? Sory ale muszę was zostawić.?
-Megan !!! Ja już nie chcę Cię znać...
-Ale...dlaczego mi o robisz,?
-A idź w cholerę !!!!!
Po tych słowach usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. matko czy to musiało wszystko tak wyglądać? miało być całkiem inaczej, miałam być z Harrym,Claudia miała być z Piotrkiem, Harry miał spełniać swoje marzenia, a Viki? Miałam jej pomóc... Claudia ma rację, to moja wina, to wszystko moja wina...
Niechętnie wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Na dworze padał deszcz jak to zwykle w Londynie.
Wzięłam ubrania i ruszyłam do łazienki.Wzięłam szybki prysznic, ubrałam czarne rurki i beżowy sweterek, włosy spięłam w koczka i z lekkim makijażem na twarzy zeszłam do kuchni.
-Hej kotku- przywitała mnie mama całusem w policzek.
-A gdzie tata?-zapytałam rozglądając się po kuchni.
-Pakuje papiery...no wiesz musi mieć wszystko przygotowane.
-No tak...
-Wiesz że mamy w domu menagera ?
-Jak to?
-tata został menagerem...
-O to świetnie.
-No a jak...
Rozmowę przerwał nam tata wchodzący do kuchni.Oznajmił tylko abym już wychodziła bo musimy wyjeżdżać. Pożegnaliśmy się wpakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy.

dwie godziny później

Stanęliśmy przed bramą, gdy się otworzyła wjechaliśmy i w tedy moim oczom ukazał się dom marzeń.Nie, to nie jest dom to willa.Willa marzeń...


-Tato...czy..-nie dokończyłam bo przerwał mi jego głos.
-Tak córciu..to teraz Twój  dom...
-Yyyy...ale zaraz- powiedziałam wysiadając z uta.
Tata zrobił to samo i nie słuchając mnie wszedł do domu, ja poszłam za nim. To co tam zobaczyłam było...przepiękne. Ten dom był cudowny. Ale nadal nie wiedziałam czemu tata powiedział że ten dom jest mój..przecież mieliśmy mieszkać razem.
-tato...a co ze szkołą?-zapytałam mając nadzieję że jednak będę mogła zrobić sobie parę dni wolnego, ewentualnie paręnaście dni wolnego, ewentualnie miesięcy...ja nawet nie muszę do niej chodzić.
-No oczywiście będziesz musiała ją kontynuować.No i jutro już do szkoły. Masz o tyle dobrze że lekcje zaczynają Ci się o dziewiątej a nie o ósmej, więc to chyba lepiej. Ja rano jadę do pracy,ale obok mieszka taki chłopak ma na imię Jake...on przyjdzie po Ciebie o ósmej trzydzieści więc bądź gotowa.
-Em..no dobra.
-Ja jadę wybierz sobie pokój...a ja wniosę walizki do domu, będą stały w holu.
-Gdzie jedziesz?-zapytałam , nadal się rozglądając.
-Nic nie ma w lodówce, i takie tam załatwić...tak więc nie spal domu, najlepiej to w ogóle nie wchodź do kuchni.
-Matko...drug mama.
-Coś mówiłaś?
-Nie , nie , nic tatusiu-posłałam mu uśmiech i gdy zniknął za drzwiami wzięłam torbę i ruszyłam w stronę schodów. Rozglądałam się po pokojach z tego co widzę po liczbie drzwi jest ich około pięć...a nie przepraszam na dole chyba też były jakieś pokoje, ale jednak wolałam mieć pokój na górze. Weszłam do ostatniego pokoju, był idealny, idealny dla mnie. Ciemne panele, ciemno brązowe meble... Od dziś to mój pokój. Tak od dziś zacznę wszystko od nowa, wszystko od początku...

30 minut później

Taty nadal nie było więc postanowiłam że zabiorę za rozpakowywanie.  Wciągnęłam po schodach moje walizki i zabrałam się za układanie rzeczy w szafkach.Zajęło mi to tak około godziny, a taty nadal nie było.
Postanowiłam że do niego zadzwonię. Tak jak myślałam nie odbiera. No cóż...nie będę siedzieć tak bezczynnie. Postanowiłam że pójdę na spacer, to mi dobrze robi.Szłam londyńskimi ulicami, słuchając muzyki przez słuchawki, gdy nagle na kogoś wpadłam.
-No jak idziesz?!-powiedziała niemiłym tonem do przestraszonego bruneta.
-Przepraszam, naprawdę nie chciałem...
-Dobra, to przecież moja wina a nie twoja..mogłam uwarzać, Megan jestem- skierowałam w stronę chłopaka dłoń po czym ją uściskając.
-Jake...-emm..to nie o tym chloapku mówił mój tata? Eh raczej nie...-Tak w ramach przeprosin dasz się zaaprosic na gorącą cekoladę?-zapytał skupiając swoje błękitne oczy na moich.
-No wiesz nie znam Cię...nie mam pewności że nie zrobisz mi krzywdy...mógłbyś mnie zgwałcić a potem wyrzucić gdzieś w krzaki.-zażartowałam.
-A czy ja na takiego wyglądam? czy ja wyglądam na jakiegoś pedofila?!-próbował być poważny, ale po pięciu sekundach wybuchliśmy głośnym śmiechem aż mijający nas ludzie patrzyli na nas jak na nienormalnych, w gruncie rzeczy to ja jestem nienormalna...ale to dla mnie nie jest wada.
-To jak?
-No okej...
Przez calą drogę do kawiarni rozmawialiśmy, to naprawdę fajny chłopak, dobrze się dogadujemy.
Usiedliśmy przy stolikach i zamówiliśmy dwie gorące czekolady.
-Ej a to nie ty czasami jesteś córką tego menagera, co się właśnie wprowadził?-zapytał, poruszając zabawnie brwiami.
-No tak, to ja a czemu pytasz?
-To Toba mam się zajmować w szkole... znaczy może xle to ująłem, ale to znaczy...
-To ty będzieszz mnie oprowadzać po szkole, tak?
-No tak...
-No to świetnie.
-Wiesz jesteś inna niż te wszystkie dziewczyny...
-To znaczy...
-No jesteś...-nie mógł dokończyć ponieważ przerwał nam mój telefon. Dzwonił tata, od razu odebrłam.
-No gdzie ty się podziewasz?!
-Jestem w kawiarni.
-Przychodź szybko, chcesz się zgubić?!
-No już, już...
Przeprosiłam chłopaka, wymieniliśmy  się numerami telefonów i ruszyłam w stronę domu.

***

Proszę was komentujcie, to dla mnie bardzo ważne, a no i jeszcze długość rozdziału będzie zleżała od liczby komentarzy. ;)

Kocham was<3
Gosia :*




Nothing lasts forever...


I co o tym sądzicie ?
To nie jest związane z blogiem, ale bardzo chce poznać waszą opinię na temt tego. Więc bardzo proszę komentujcie to dla mnie bardzo ważne.
A co do komentarzy... dziękuje bardzo za nie, są miłe i czytam je z uśmiechem na twarzy.
Kocham was <3
Gosia :*
No i komentujcie błagam :*******

sobota, 6 kwietnia 2013

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział XVII Coś się KOŃCZY, a coś się ZACZYNA...



Ze snu obudził mnie Josh wchodzący do mojego pokoju, pewnie znowu miał jakieś koszmary...Ught...
Wszedł na łóżko i zapytał czy może resztę nocy przespać u mnie. Za moją zgodą przytulił się do mnie, kiedy już miałam zasypiać on  szepnął:
-Meg...
-Co się stało młody ? Sam uśniesz czy mam Ci kołysankę zaśpiewać?-zażartowałam.
-Megan !-poniósł się do pozycji siedzącej przez co zabrał mi prawie całą kołdrę-jak ty możesz sobie żartować kiedy ja mam problem!-powiedział spuszczając głowę.
-Ale...Co się stało braciszku ?-powiedziałam siadając obok niego i przytulając go do siebie.
-Ja się boję...-powiedział prawie że bezdźwięcznie.
-Nie bój się, na pewno przy mnie nie przyśni Ci się żady koszmarek- posłałam mu uśmiech.
-To o czym myślę jest straszniejsze niż jakiś tam koszmar.
-Ale jak to ? matko,  czy ja o czymś nie wiem ? Josh, ktoś ci coś zrobił? Boisz się czegoś? Możesz mi zaufać...-powiedziałam przerażona.
-Nie...ale boję się że stracę mojego przyjaciela...-powiedział, światło księżyca oświetlało jego twarz stąd mogłam zobaczyć jedną, samotną łzę spływającą po jego policzku, po czym spadła na kołdrę robiąc niewielką, mokrą  plamkę.
-Nie przejmuj się, nikt Ci misia pysia nie zabierze...-wow dopiero teraz zauważyłam że nie wziął ze sobą swojej przytulanki bez której  by nie usnął.
-MEGAN TU NIE CHODZI O PLUSZAKA A JEDNĄ Z NAJWAŻNIEJSZYCH OSÓB W MOIM ŻYCIU!!!-krzyknął i tylko czekałam aż do pokoju wpadnie mama, ale o dziwo drzwi pozostały nienaruszone więc ponownie skupiłam wzrok ta twarzy dziecka.
-Nie rozumiem cię...-odparłam zdezorientowana.
-Meg...przywiązałem się do Harry'ego, jest moim starszym braciszkiem...tak go traktuje..ja nie chcę aby on o mnie zapomniał, ja wiem że on idzie do '' x factor'', opowiadał mi o tym  gdy ty i tata kłóciliście się w salonie.Ja tego nie chcę-teraz już kompletnie daliśmy upust emocjom i obawialiśmy się tylko tego aby nie utonąć w naszych łzach.
-A myślisz że ja tego chce...ja Cię rozumiem..nawet nie wiesz jak dobrze Cie rozumiem braciszku.-powiedziałam i po chwili przytuliłam go do siebie.
-Kocham Cię siostrzyczko-powiedział  podnosząc głowę.
-Aww... wiesz że powiedziałeś mi to chyba pierwszy raz w życiu ?
-Co ty?-zapytał wyszczerzając oczy.
-no tak...-powiedziałam kiwając głową.
-Muszę to naprawić ...
-hahaha tak weź skonstruuj takie wehikuł czasu... błagam-powiedziałam.
-To nierealne...ej idź lepiej spać bo ci się pieprzy w głowie i mi powoli też...nie mogę z tobą przebywać więcej niż godzinę bo...-już miał dokończyć ale spojrzałam na niego zabijającym spojrzeniem.
-Bo...?no dokończ.
-Eh..dobra nic już
-Chodź spać.
-Obiecaj mi coś.-powiedział układając głowę na poduszce i przykrywając się kołdrą, ja poszłam w jego ślady.
-Ale co mam Ci obiecać?-zapytałam, ale przypomniałam sobie że wyłączyłam telefon więc od razu gdy znalazł się w moich dłoniach włączyłam go, wow tego to się nie spodziewałam. 27 nieodebranych połączeń 23 sms'y i to wszystko od Harry'ego.Odczytałam ostatni o treści :

                                   ''Myślałem że tobie można ufać...obiecałaś.''

Wystukałam na wyświetlaczu, który raził moje oczy przez co pisałam z lekko przymrużonymi  oczami.

                                  ''A ja myślałam że Tobie można zaufać...do tej pory''

Nie czekałam długo na odpowiedź, troszkę zdziwił mnie fakt gdyż było grubo po północy a on odpisuje.
Odczytałam sms'a o treści:
  '' Po co to wszystko robiłaś?! Po co ta nadzieja, hmm? Ja Cię naprawdę kochałem, kocham i na pewno będę kochał...a ty zabawiłaś się moimi uczuciami...Dawid mi wszystko powiedział. A wiesz co jest najgorsze? To że nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie...Obiecałem Ci że po ''X Factor'' będę taki sam, nie zapomnę o Tobie, będę Cię kochał...i wiesz co ? Słowa dotrzymam. Będę walczył...jeśli nawet poniosę jakieś rany...To miało całkiem inaczej wyglądać Meg...''

Przeczytałam tego sms'a kilka razy...nie odpisywałam tylko usunęłam wszystkie poprzednie wiadomości nie czytając ich.
-Megan, słuchałaś mnie w ogóle?-z rozmyśleń wyrwał mnie głos chłopca.
-Przepraszam , coś mówiłeś?-zapytałam patrząc na ledwo widoczną twarz brata.
-Tak...Meg obiecaj mi że jak Harry wygra ''X Factor'' bo bez zwątpienia wygra...to obiecaj mi że będzie tak jak dawniej...-powiedział błagalnym głosem.
-Josh...nic nie będzie tak jak dawniej...nic nie trwa wiecznie, wszystko ma swój koniec...i nasza przyjaźń z nim chyba też już uległa końcowi.
Chłopak tylko obrócił się plecami w moją stronę i usnął, ja też postanowiłam iść spać.


Następny dzień  "X FACTOR"

Obudził mnie  głos ojca dobiegający z dołu, chciałam otworzyć oczy lecz promienie słońca mi to uniemożliwiły. Zamrugałam parę razy aby cokolwiek móc zobaczyć i ruszyłam w stronę garderoby. Wyciągnęłam stamtąd ten zestaw który był stosowny na taka pogodę.Ruszyłam do łazienki by móc rozluźnić swoje spięte mięśnie.
-To dziś...-szepnęłam, a krople wręcz wrzącej wody otulały moją skórę. To dziś...Harry zacznie w swoim życiu nowy rozdział, i to beze mnie.Krople łez wymieszały się z kroplami wody przez co ciężko było je odróżnić. Nie chciałam żeby tak wyszło... ale widać tak wyjść musiało. Już nic nie zrobię...on wyjeżdża i to na kilka miesięcy...Coś się zaczyna, a coś się kończy...Skończyła się nasza miłość, zaczęło się nowe życie...życie bez niego...
Po umyciu, rozczesaniu i wysuszeniu włosów zrobiłam lekki makijaż.
Ubrana tak zeszłam na dół zobaczyć o co im chodzi.


-Cześć- powiedziałam do rodziców siedzących przy stole i pijących kawę.
Zabrałam się za robienie tostów.
-Megan chcemy Ci coś powiedzieć, usiądź-  powiedział i wskazał na krzesło umiejscowione obok niego.
-No o co chodzi?-zapytałam siadając na krześle.
-Pamiętasz kiedy Ci mówiłem że gdy nie bywałem w domu, dużo pracowałem...to robiłem to wszystko dla was, dla Ciebie?
-No tak pamiętam.-spuściłam głowę, tak doskonale pamiętam ten dzień, pamiętam gdy Harry wyznał mi miłość... tego dnia nie zapomnę do końca życia. Chłopak w loczkach również zostanie w moim sercu..na za zawsze.
-Postanowiliśmy z mamą że powinnaś się usamodzielnić, w końcu za parę miesięcy skończysz siedemnaście lat.
-Usamodzielnić...czyli?-spytałam marszcząc czoło.
-Kupiłem dom w Centrum Londynu dla Ciebie...
-I że ja miałabym się wyprowadzić?! Przecież ja nie dam sobie rady!-nie mogę w to uwierzyć, czy oni mi właśnie zaproponowali abym się wyniosła z domu? Co, dla nich by było tak lepiej? Już mają gdzieś moje zdanie? Już nie przejmują się jak sobie poradzę? Bo nie oszukujmy się, chodzę jeszcze do szkoły...
-Nie...nie będziesz mieszkać sama, ja wyjeżdżam z tobą, dostałem tam lepszą pracę, owszem nie będzie mnie z tobą cały czas, bo lepsza praca to i dłuższa.... Josh z mamą zostaną. Wyjeżdżamy za tydzień.-popatrzyłam na mamę ze łzami w oczach, nie wyobrażałam sobie tego że mogłabym jej nie widywać codziennie.
-Ach...czyli mam zostawić to wszystko tak? zostawić przyjaciółki, tak?-zapytałam spokojnym tonem bo nie miałam siły aby wydobywać z siebie jakiś głośniejszy dźwięk.
-Przykro mi, ale tak będzie lepiej, dla ciebie będzie lepiej.
Poszłam do swojego pokoju w którym jeszcze spał  chłopczyk i delikatnie nie budząc go przeniosłam go do jego łóżka, abym mogła pobyć sama w pokoju.
Nałożyłam słuchawki na uszy i opadłam na łóżko.
Czytając strony plotkarskie, przeglądając Twittera, Facebooka i słuchając muzyki spędziłam resztę dnia.


Sześć  dni później

I jak zwykle...żadnych telefonów od Claudii, Viki, Harry'ego. Czy dla nich już nic nie znaczę? Może  ta przeprowadza jest naprawdę dobrym pomysłem? Mogłabym zacząć od nowa, spotkać nowych ludzi, ale wiem jedno nigdy nie zapomnę o tych ludziach którzy byli dla mnie ważni, są i będą. Mówię teraz o Claudi, Viki i Harrym. Mimo że nie dzwonią...nadal ich kocham i tęsknie. Spakowałam ostatnią koszulkę do walizki i zasunęłam ją.  To jutro, od jutra zacznie się nowe życie, nowy rozdział... Nadal myślę o Harrym i wiecie co?
Nadal go kocham...I wątpię że zapomnę... Ale czy to ma sens? Czy jest sens nadal robić sobie złudną nadzieję? Miłość bez odwzajemnienia nie ma sensu... Ale ja nie potrafię zapomnieć, komuś łatwo jest powiedzieć ''zapomnij, o nim, będą inni'' ale bardzo trudno jest to zrealizować. Długo nad tym myślałam i podjęłam decyzję, nie będę wchodzić mu w drogę...
Postanowiłam że wezmę szybki prysznic i pójdę spać gdyż była już 2 w nocy.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i miałam już iść spać ale przeszkodził mi wibrujący telefon.
-Nie patrząc na to kto próbuje o tej godzinie się ze mną skontaktować odebrałam.
-Tak?-zapytałam.
-Proszę nie rozłączaj się...wiem że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale już tak nie mogę-usłyszałem ten głos...głos który towarzyszył mi w chwilach kiedy potrzebowałam Claudii a jej przy mnie nie było.
-Harry?-zapytałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Tak...błagam, nie rozłączaj się...
-Harry...dlaczego się nie odzywałeś?
-Myślałem że zapomnę ale nie dam rady, zawszę będę Cie kochał, rozumiesz?
-Harry ja wyjeżdżam...zacznijmy od nowa, zapomnijmy o sobie, to nie ma sensu...
-Megan... ja... nie potrzebnie dzwoniłem i chciałem ci powiedzieć że przeszedłem  dalej.
-Cieszę się, i naprawdę przepraszam za wszystko. najlepiej będzie gdy urwiemy kontakt.
-Ja zrobię wszystko by tak się nie stało.-po tych słowach usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia.
Ustawiłam budzik na godzinę 7:15. I poszłam spać.

************************************************************************************
Co tam u was?
Dedykuję ten rozdział Klaudii, Alicji i Wiktorii <3
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO :***
8 komentarzy=następny rozdział
I proszę was o jedno, nie dodawajcie dwóch komentarzy, a jeden dłuższy.

Kocham was <3
Gosia :*

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział XVI

-Czy ty masz w ogóle zamiar mnie wpuścić?-z rozmyśleń wyrwał mnie głos lokersa.
-Ale...no jasne wchodź, co się pytasz.?-wpuściłam chłopaka do środka.
-Musimy pogadać-powiedział, a jego oczy wpatrywały się w moje.
-Harry...czy coś się stało?-zapytałam podchodząc do niego i łapiąc jego dłoń.
-Nie...znaczy tak...to nic ważnego...znaczy ważnego dla mnie, ale dla Ciebie to...-chłopak powoli zaczął się gubić w tym wszystkim.
-Harry uspokój się, i powiedz mi o co Ci chodzi, okej ?-powiedziałam z ciszonym  głosem i pogładziłam opuszkami palców policzek chłopaka. Czy mogłabym go już nazwać ''MOIM'' chłopakiem ? Nie sądze...
Choć bardzo bym chciała, nie mogę go tak nazywać, owszem powiedział że mnie kocha, już kilka razy...
Powiedział to, wyznał mi miłość, ale czy zapytał mnie czy będę jego dziewczyną? No właśnie nie zapytał...Nie chcę się narzucać, nie chce zniszczyć naszej przyjaźni...Przyjaźń, przynajmniej większość przyjaźni trwa wiecznie, może nie wiecznie ale bardzo długo, a miłość? Wiem jedno, na pewno krócej niż przyjaźń...Biorąc pod uwagę to że niedługo będzie sławny, z takim talentem to on na 100 % będzie sławny i ogromnie się cieszę z tego że postanowił spełniać swoje marzenia biorąc udział w '' X-Factor''. Może źle się wyraziłam mówiąc że miłość trwa krócej niż przyjaźń....ale w naszym przypadku to duże ryzyko, nie mogłabym go stracić, biorąc pod uwagę to że jesteśmy młodzi, Harry pójdzie do ''X-Factor'', będzie sławny, znajdzie sobie kogoś na swoim poziomie...i mimo że będzie z kimś, jest nadzieja że nie zapomni o swojej przyjaciółce Megan, a gdybyśmy razem byli ...Czy związek na odległość ma jakich sens? Nie ma...i gdy sobie kogoś znajdzie zostawi mnie, będzie zapewne bał się mojej reakcji..i odejdzie...a gdy on odejdzie, moje serce odejdzie, bo on jest moim sercem ...a bez serca nie da się żyć.
-Halo...Megan, jesteś tam?-z rozmyśleń wyrwał mnie przejęty głos Harry'ego i jego ręka machająca mi przed oczami.
-Tak, tak jestem, coś mówiłeś? -zapytałam patrząc na jego słodkie, malinowe usta. Jejku...on jest cały słodki.Na tą myśl mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Tak...pytałem czy nic Ci nie jest. Bo coś taka zamyślona jesteś.
-Aaaa...bo ten...właśnie bo ja muszę...- nie chciałam mu opowiadać o moich przypuszczeniach co do przyszłości więc postanowiłam że z tego wybrnę.
-Co musisz?-zapytał a ręce mu już opadły.
-Muszę iść do Viki do szpitala, przeprszam. Jak chcesz możemy iść razem, pogadamy po drodze ?-zapytałam przejęta, bo troszkę zachowaałam się nie fer wobec niego.Najpierw zapraszam go do domu a teraz mówię że''sorry ale idę do szpital do Viki'' to nie wiem co on o mnie sobie pomyśli. Wyszłam na kompletną idotkę.
-Ale...-zaczął lecz mu przerwałam.
-Nie kończ...kretynka ze mnie-na słowo kretynka uderzyłam się w czoło i spuśiłam głowę.
Harry przusunął mnie blizej jego klatki piersiowej i przytulił mnie szepcąc do ucha
-Chciałem pogadać...ale muszę to jeszcze wszystko przemyśleć, i nie jesteś kretynką. Kocham Cię i jeśli usłyszę z Twoich słodkich ust jakieś słowo które jest kierowane przeciwko Tobie to już inaczej sobie pogadamy- zaśmiał się.
-Harry...-podniosłam głowę abym mogła spojrzeć w jego oczy, sprawiało mi to niewielką trudność gdyż nadal bylam przyklejona do jego ciała.
-Tak słonko ?-zapytał ze słodkim uśmiechem na twarzy.
-Chciałabym aby o uczucie które teraz przeżywam trwało wiecznie...-powiedziałam przygryzając dolną wargę.
-Będzie, obiecuję...-powiedział wtulając głowę w moje włosy.
-Obiecujesz? Obiecujesz że po ''X-Factor'' będzie tak samo jak teraz.?-powiedziałam odsuwając się od niego o parę centymetrów.
-Przyrzekam, no to jak idziemy do Viki czy nie ? -powiedział z bananem na twarzy.
-Tak już, już...ale nie wiem  -powiedziałam zrezygnowana.
-Czego nie wiesz ?-powiedziałem siadając na łóżku.
-W co się ubrać...
-MEGAN!!! Ale masz problemy...-powiedział łapiąc się za głowę.
-No jejku, mam problemy...-powiedziałam ze smutną miną i usiadla na dywanie przed nim.
-Chodź!-rozkazał
-Ale gdzie ?!-spytałam bo mnie już powoli wkurzał, ale na niego nie mogłabym być zła.
Stanęliśmy przed moją garderobą.Harry posadził mnie na krześle a sam wszedł w głąb niewielkiego pomieszczenia i próbował znaleźć mi coś ładnego.
-I ty mówisz że nie wiesz w co się ubrać ?!Tego jest tu tony!-powiedział wyłanijąc głowę zza przesuwanych drzwi.
-Masz coś?-zapytałam.
-Czekaj..
-No czekam, czekam.
Po chwili pojawił się Harry z uśmiechem na ustach trzymający w rękach ten zestaw:
Nałożyłam na siebie ubrania przygotowane przez loczka, zrobiłam lekki makijaż a włosy splotłam w luźnego warkoczyka, który opadł mi na lewe ramię. Miałam dość długie włosy przez co nie raz traciłam nerwy przy szczotkowaniu ich.
-To co idziemy ?-zapytał Harry przyglądając mi się.
-No tak-odparłam wymijając go w drzwiach.

        ***

Weszłam na salę sama bo Harry oczywiście przypomniał sobie że dziś przyjeżdża jego ciocia w odwiedziny i niestety musiałam iść sama. Ale może to i lepiej, będę mogła porozmawiać z Viki w cztery oczy.
Otwarłam drzwi prowadzące do sali w której przebywała Viki, ale nie wchodziłam do środka, usłyszałam cichy szloch i krzyk jakiegoś chłopaka.Z tego co słyszałam chłopak miał do niej o coś pretensje...chodziło
 o zdradę? Chyba tak. Kiedy usłyszałam słowo ''nie jesteś mnie warta'' z ust tego palanta coś się we mnie zagotowało i pod wpływem emocji wpadłam na salę i już chciałam temu kretynowi coś zrobić  ale Viki powstrzymała mnie słowami : ''Daj spokój, nie warto''. Chłopak posłał mi groźne spojrzenie i wybiegł z sali trzaskając za sobą  drzwiami.
-Matko Viki. Co się stało ?-zapytałam niespokojna, siadając na krześle stojącym obok łózka.
-Nic...-powiedziała podkurczając nogi i oparła o kolana głowę.
-Tsaa...jakiś dupek na sali krzyczy na Ciebie i Cię wyzywa, ty jesteś cała zapłakana, a jak się pytam czy coś się stało to ty odpowiadasz NIC. Czy to normalne ?
-Daj mi spokój ! odejdź! -powiedziała...była bardzo wkurzona...czy ja coś złego zrobiłam ?
-Ale...-powiedziałam zrezygnowana, bardzo chciałam jej pomóc ale nie mogłam, nie wiedziałam jak.
-Przepraszam...po prostu chcę być sama. Ja muszę to wszystko przemyśleć...proszę zostaw mnie -powiedziała i posłała mi błagalne spojrzenie.
-Ja...możesz na mnie liczyć, gdy będziesz miała jakiś problem dzwoń....ja ci pomogę .-powiedziałam po czym zostawiłam kartkę z moim numeren telefonu na stoliku obok łóżka na którym leżała Viki.
-Już nic nie odpowiedziała, więc tylko rzuciłam w jej stronę krótkie cześć i ruszyłam w stronę wyjścia.
                                                       
   ***

Ze snu obudziły mnie promienie słońca przedostające się przez nie dokładnie zasunięte zasłony.Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu i na twarzy pojawił mi się uśmiech gdy zobaczyłam że dostałam wiadomość od Harry'ego.
 Treść sms'a:

Hej księżniczko ;)
Może się powtarzam ale 
KOCHAM CIĘ!
I nigdy nie przestanę, 
nie wyobrażam 
sobie życia bez Ciebie:)
Będziesz czytała tego sms'a 
rano więc będzie tak
na poprawę humorku.
Przed castingiem raczej
się nie zobaczymy, ale 
za to na casting pojedziemy razem.
Trochę dużo nas pojedzie, ale jakoś
się pomieścimy . 
KOCHAM
Harry xx 

Oooo...słodziak-pomyślałam.Wstałam niechętnie z łóżka i biorąc wcześniej ubrania ruszyłam w stronę  łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam i wysuszyłam dokładnie włosy. Zrobiłam lekki makijaż i ubrana:
zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Zdecydowałam się na płatki z mlekiem. 
Po skończeniu posiłku postanowiłam wejść na Twittera i inne strony plotkarskie.
Usłyszałam kroki zmierzające w moim kierunku, obróciłam delikatnie głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Josha.
-Hej młody, wyspany ?-zapytałam wstając z kanapy.
-Hej siostra...jakoś nie bardzo..-powiedział robiąc kwaśną minę.
-Wow...dziecko spałeś dłóżej ode mnie co się rzadko zdarza i jeszcze marudzisz ?
-No ale... lepiej zrób mi śniadanie !-rozkazał z powagą co mnie trochę rozśmieszyło.
-Masz rączki? Masz nóżki? Sam sobie poradzisz...-powiedziałam wychodząc z kuchni.
-Ale Meg...ja chcę tosty...-powiedział maruda.
-Jejku...ile ty masz lat ? ja w twoim wieku byłam samodzielna.-powiedziałam dumnie.
-Megan...ja mam sześć lat...i z opowiadań mamy nie byłaś taka samodzielna jak twierdzisz...chyba coś ci się pokręciło...
-Ojj tylko uważaj żeby Tobie się za chwile coś nie pokręciło, bo może być z Tobą źle jak nie skończysz-wysyczałam przez zęby.
Mały tylko się uśmiechnął i zabrał się za zjadanie tostów, zrobionych prze zemnie, oczywiście z serem i szynką.
-To jak młody, idziemy dziś gdzieś ?- zapytałam nalewając sobie soku pomarańczowego do szklanki.
-Ja chcę Harry'ego !-krzyknął przez co prawie szklanka z sokiem wylądowała na podłodze.
-Harry dziś nie da rady...ma casting za dwa dni, musi ćwiczyć...-powiedziałam- musimy coś innego wymyśleć..Hmm..może pójdiemy na pla zabaw?-zaproponowałam, ale chyba mu to nie odpowiadło.
-A może po prostu, zadzwoń po babcię, stęskniłem się za nią...a ty pójdziesz do Claudi.?-oj ten pomysł mi odpowiadał, ale czy Claudia jeszcze ma ochotę się ze mna widzieć...ostatnio się od siebie oddaliłyśmy, i to bardzo.
Zadzwoniłam po babcię, a później zadzwoniłam do Claudii zapytać czy jest w domu...ale oczywiście Piotrek...już powoli zaczyna mnie wkurzać ten chłopak, nie jestem do końca przekonana że on naprawdę kocha Claudię, no ale jeżeli ona go kocha, jeżeli on ja naprawdę kocha a ja się tylko czepiam to nie mam zamiaru tego psuć. Więc wychodzi na to że dzisiejszy dzień spędzę sama. Choć z drugiej strony to nawet dobrze, będę mogła przemyśleć kilka spraw, będę mogła sobie to wszystko poukładać.
Przywitałam się z babcią, ubrałam buty i wyszłam, tak naprawdę nie wiedziałam gdzie idę, po prostu szłam przed siebie.Doszłam do parku, usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłoniach, z przemyśleń wyrwał mnie dotyk na moim ramieniu.Delikatnie obróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Dawida.
-