-A ty gdzie się wybierasz?-powiedziała poprawiając okulary.
-No do domu...przecież mieli przyjechać na ostatniej lekcji, a ostatnia się właśnie skończyła.-powiedziałam.
-Oj nie kochana.... kara to kara, będziesz musiała posprzątać całą salę numer. 234
-Ale..ona jest wielka...- powiedziałam z nadzieją że wredna kobieta zmieni zdanie.
-Poradzisz sobie...
-A mogłabym wiedzieć kiedy te gwiazdeczki przyjadą?-zapytałam poprawiając włosy opadające na czoło.
-Jak ty ich nazwałaś?! Chcesz może abym przedłużyła Ci karę ?! -miałam ochotę wyjść stamtąd, ale pogorszyłabym tylko sytuację.-Wyjdź, i zabieraj się do pracy. Potrzebne rzeczy znajdziesz w schowku.
Nic nie odpowiedziałam tylko skinęłam głową i wyszłam. Matko co za wredna zołza. Jak można tak traktować ludzi ?
Odnalazłam salę w której miałam posprzątać i gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia miałam już wszystkiego dość.Rzeczy porozwalane były po całym pomieszczeniu, nie wiedziałam od czego mam zacząć. Postanowiłam przynieść potrzebne rzeczy ze schowka i zabrać się za sprzątanie.
***
Nawet szybko się z tym uporałam, odniosłam rzeczy do schowka i wyszłam z budynku. Wiatr rozwiewał moje włosy, dawało mi to poczucie wolności. Tęsknie za domem, tęsknie za mamą, Joshem...za tatą, jestem sama. Tylko Jake przy mnie jest.
Moje rozmyślenia przerwał telefon, nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
-Hej kochanie-usłyszałam głos chłopaka.
-Hej
-zabieram Cię dziś na spacer.
-nie dziś...
-Ale dlaczego?
-Proszę nie męcz mnie tymi pytaniami.. nie mam siły na nic.
-Dobrze.. rozumiem- dało się wyczuć w jego głosie smutek.
-Pa-nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony rozłączyłam się.
Plan na dziś?
Odizolować się od świata, to akurat będzie bardzo proste. Zaszyć się w swoim pokoju i wylewać litry łez.
Czy chłopak w loczkach nigdy nie da mi spokoju? Czy ja nadal muszę o nim pamiętać? Czy nadal muszę go kochać?
Następny dzień
Obudziły nie promienie wpadające przez okno do mojego pokoju. Nie miałam zamiaru iść dzisiaj do szkoły, powody?
Nie chcę spędzać czasu z tymi gwiazdeczkami... choć nawet nie wiem co to za zespół, od początku byłam źle nastawiona. Sława i pieniądze mogą zmienić człowieka na gorsze.
Zeszłam na dół, i natknęłam się na mojego tatę.
-cześć-mruknęłam i usiadłam przy wyspie. -Ty nie w pracy? wow...
-Hej słońce, a ty nie w szkole?-spytał nalewając soku do szklanki po czym stawiając go przede mną.
-Nie, źle się czuję...- kłamanie nie szło mi najlepiej ale w to chyba uwierzył.
-No dobrze...a właśnie zapomniałbym-złapał się za głowę.
-No co?- powiedziałam i upiłam łyk soku pomarańczowego.
-Zostałem menagerem i...
-I..?
-I mam dziś spotkanie z zespołem...I mam dla Ciebie niespodziankę.
-Tato? Mam się bać?
-Nie...raczej nie..
-Uhhh...
-Choć...
-Tato?!
-Pamiętasz Harrego?
-No tak pamiętam, ale co on ma do tego?-ponownie zanurzyłam usta w pomarańczowej cieczy... MATKO ŚWIĘTA!!!! Harry, zespół. mój ojciec menager !!! kurwa...-Czy ty właśnie chcesz powiedzieć.. że..że.. ty...One Direction...wy...Ja...mam ich spotkać?-jąkałam się.
-Będą tutaj mieszkać-odpowiedział z uśmiechem na twarzy. I że co niby myślał ? że będę skakać ze szczęścia?!
-Kiedy przyjadą?- postanowiłam opanować swoje emocje, by później rozładować je w swoim pokoju.
-Wieczorem, nie czekaj nawet...
-Nie miałam takiego zamiaru, uwierz...-powiedziałam wstając i zabierając się za robienie kanapek.
-Ja muszę wyjść, nie pytaj kiedy przyjadę bo sam nie wiem. Pa córeczko- po tych słowach zniknął za drzwiami. Miałam ochotę ponownie znaleźć się w moim cieplutkim łóżku, więc szybko zjadłam kanapki i ruszyłam do pokoju. Co ja mu powiem gdy go zobaczę? Hej Harry, tak bardzo tęskniłam, kocham Cię...
I choć bardzo tęskniłam i bardzo go kocham nie chcę go widzieć. On mnie chyba też, więc to nie jest dobry pomyśl abyśmy zamieszkali w jednym domu. To wszystko toczy się zbyt szybko...
***
Hej kochani ;)
Co u was? ;***
Przepraszam że krótki i nudny... ale nie mam pomysłu. :(
Proszę komentujcie ;)
Im więcej komentarzy tym dłuższy rozdział :P
KOCHAM WAS <3

Mega. Czekam na nn ;*
OdpowiedzUsuń